Kontakt z naturą działa jak lekarstwo na depresję i zaburzenia lękowe.

Badania naukowe potwierdzają, że przebywanie na łonie natury wywołuje zmiany w mózgu podobne do tych, które dają medyczne leki… tylko bez skutków ubocznych!

Istnieje norweskie przysłowie, które mówi, że jeśli chodzisz na spacery, nigdy nie będziesz się złościć. Jest w tym dużo prawdy, gdyż sami możemy zauważyć, że kiedy wybierzemy się na spacer do parku, lasu, bądź też na plażę, zaczynamy czuć spokój. Momentalnie. Jakby ktoś dotknął nas magiczną różdżka. Kontakt z naturą, obecność drzew, roślin, wody, świeżego powietrza, wywołuje fizyczne skutki w naszym ciele, a to wpływa zbawiennie na nasz wewnętrzny spokój. Świat został stworzony jako jeden wielki rezerwat natury – nie jako aglomeracja, a my tak naprawdę, zostaliśmy stworzeni do życia w tej naturze – więc im bardziej się od niej oddalamy, tym więcej negatywnych skutków zdrowotnych – fizycznych i psychicznych – będziemy odczuwać. Powinniśmy przebywać w naturze jak najczęściej, aby utrzymać się przy zdrowiu, a także po to, by wspomóc samych siebie w leczeniu ciała, psychiki i duszy.

Podczas przebywania na łonie natury, w organizmie wzrasta poziom serotoniny i dopaminy, które są naturalnymi związkami chemicznymi, tzw. neuroprzekaźnikami w mózgu, które odpowiedzialne są za przesyłanie wiadomości pomiędzy mózgiem, a komórkami nerwowymi w ciele. Serotonina odpowiedzialna jest za funkcje tj. pamięć, zachowanie, apetyt i sen. Dopamina natomiast wpływa na poruszanie się, reakcje emocjonalne, a także zdolność odczuwania przyjemności. Krótko mówiąc, niski poziom tych neuroprzekaźników wywołać może złe samopoczucie, a jeśli taki stan utrzymuje się zbyt długo, może nawet doprowadzić do zaburzeń depresyjnych. Lekarstwa antydepresyjne przepisywane przez lekarzy psychiatrów, działają właśnie w taki sposób, aby podwyższyć poziom serotoniny – ale przy okazji wywołać skutki uboczne, takie jak dolegliwości fizyczne – zmęczenie, nudności oraz sprawić, że dana osoba nie czuje, że jest sobą… Bardzo smutnym, a zarazem przerażającym faktem jest to, że w społeczeństwie lekarstwa psychotropowe uważane są za lepsze od naturalnych sposobów zwalczania depresji, takich właśnie jak przebywanie na łonie natury, kontakt ze zwierzętami, itp. Otrzymujemy taki sam efekt, jak przy lekarstwach, tylko bez skutków ubocznych. Nie są to czary, tylko fakt, ale może przemysł farmaceutyczny nie chce, abyśmy zaczęli ten fakt brać na poważnie… Wielu z nas myśli też, że jest to zbyt proste, aby było prawdziwe… Jednak zastanówmy się przez chwilę: kiedy patrzymy na naturę, na las pełen drzew, na fale morskie, na płynący strumień wody, na góry, wydają nam się one takie proste – ale tak naprawdę cały ten sposób, w jaki ta natura działa, jest niesamowicie skomplikowany i zaawansowany. Patrząc na drzewa wydają się takie proste, a one cały czas wytwarzają dla nas tlen, w ziemi zachodzą skomplikowane procesy, dzięki którym wyrasta dla nas żywność. Jednak patrząc na naturę, wydaje się ona taka nieskomplikowana… Ta „prostota” napawa nas spokojem, ale właśnie dlatego, że jest taka dostojna, monumentalna – jak prawdziwa królowa, która zna swoją wartość i nie musi manifestować swoich zdolności powierzchownie, gdyż ktokolwiek się z nią zetknie, dostrzeże i poczuje jej wartość, właśnie dzięki tym „magicznym”, efektom na ciało i duszę. Dlatego powinniśmy wziąć na poważnie fakt, że natura jest prawdziwym lekarstwem na wiele chorób.

Natura ma również zbawienny wpływ na zaburzenia lękowe. Jedno z badań dowodzi, że neuronowa aktywność w korze przedczołowej mózgu – odpowiedzialnej za przemyślenia i powtarzające się negatywne myśli – zmniejszyła się u osób, które chodziły na spacery w naturze. Badanie to dowiodło również, że istnieje duża różnica między spacerem po mieście, a spacerem w naturze. Spacer po mieście i spacer w naturze miały podobne skutki fizjologiczne, ale jedynie spacer w naturze wywołał zmiany w mózgu.

Ludzie, którzy cierpią na zaburzenia depresyjne lub lękowe, często są tak przygnębieni ich objawami, że wydaje im się, że nic nie jest w stanie im pomóc. Dzieje się tak dlatego, iż tak negatywny stan emocjonalny odczuwany jest jako bardzo przytłaczający. Pamiętajmy jednak, że mózg to część ciała jak każda inna i podobnie jak każda inna kontuzja, potrzebuje restytucji i fizjoterapii. Trzeba uczynić ten pierwszy krok, po prostu wyjść, przełamać się i spróbować. To nic nie kosztuje, a efekty będą gwarantowane.

Źródło: 8 Surprising Reasons Why Nature is the Best Medicine – Adventure Together

2 comments

  1. Ogółem to co piszesz jest bardzo ciekawe, pomocne i cieszę się, że ktoś myśli podobnie jak ja, ale muszę na coś zwrócić uwagę. Okey las, drzewa, trawa rośliny itd mogą pomagać, ale warto zwrócić uwagę, że las latem, a zimą to 2 różne rzeczy, jedynie kiedy rośliny kwitną działają terapeutycznie, chyba, że ktoś lubi łyse drzewa bez liści itd. 😀
    Trawa zimą, jesienią jest brzydka, bo zachodzą w niej różne reakcje, żeby na odpoczynek roślinę przygotować, na chłód. Dlatego najlepiej spacerować w ładną pogodę latem, wiosną, wczesną jesienią, ale nie kiedy nie ma liści, bo nostalgiczny to ma wygląd, depresyjny. Poza tym warto przypomnieć, że szum liści działa terapeutycznie, zielony kolor, zapach roślin, kwiatów itd. Dlatego często tęsknimy za latem 🙂
    Pozdrawiam serdecznie ! I świetny blog! <3

Leave a Reply